Osho – Duch słowa „Powinienem”

0
115

Kształtowanie nas przez rodzinę, społeczeństwo, szkołę, uniwer­sytet – tworzy w nas napięcie. A podstawą tego napięcia jest stwierdzenie, że nie robisz tego, co powinieneś. Przewija się ono przez całe twoje życie, podąża za tobą jak koszmar, ściga cię. Nigdy nie da ci spokoju, nie pozwoli ci się odprężyć. Jeśli się zrelaksujesz, powie ci: „Co ty wyprawiasz? Nie wolno ci się odprężać; powinieneś działać”. Kiedy działasz, powie ci: „Co robisz? Musisz trochę odpocząć, bo inaczej zwa­riujesz. Już jesteś na krawędzi”.

Jeśli robisz coś dobrego, powie: „Jesteś głupi. Czynienie do­bra nie popłaca, ludzie będą cię oszukiwać”. Jeśli robisz coś złe­go, powie: „Co ty robisz? To prosta droga do piekła. Będziesz musiał to odpokutować”. Nigdy nie zostawi cię w spokoju. Co­kolwiek uczynisz, będziesz zawsze zdany na potępienie.

Ten głos potępienia został w tobie zasiany. To największa pla­ga, jaka spotkała ludzkość. I dopóki się go nie pozbędziemy, nie będziemy mogli stać się w pełni ludzcy, pełni radości, nie będzie­my mogli uczestniczyć w świętowaniu, jakim jest Istnienie. Tylko ty sam możesz się pozbyć tego poczucia powinności. A nie jest ono wyłącznie twoim problemem, ale także problemem prawie każ­dej ludzkiej istoty. W jakimkolwiek kraju się urodziłeś, do jakiej­kolwiek religii czy ideologii przynależysz, nie ma znaczenia – ka­tolicyzm, komunizm, hinduizm, islam, dżainizm, buddyzm – podstawa jest ta sama: stworzenie w tobie podziału, tak aby jed­na część ciebie zawsze potępiała drugą. Jeśli słuchasz pierwszej – druga zawsze cię potępia. Przez to jesteś stale w stanie wewnętrzne­go konfliktu, wojny domowej.

Ta wojna musi zostać zażegnana, bo jeśli nie – przegapisz ca­łe piękno, błogosławieństwo życia. Nie będziesz w stanie śmiać się z głębi serca, naprawdę kochać, w pełni się zaangażować. A tylko poczucie pełni pozwala rozkwitać wraz z wiosną, tak że twoje życie nabiera kolorów, pełne jest muzyki i poezji.

To tylko pełnia w tobie umożliwia nagłe odczucie obecności Boga wszędzie dokoła. Jak na ironię ten wewnętrzny podział zo­stał stworzony przez tych, których nazywasz świętymi, kapłana­mi, Kościołami. Mówiąc uczciwie, wszelcy kapłani są najwięk­szymi wrogami Boga na Ziemi.

Powinniśmy uwolnić się od tych kapłanów, bo ich nauki są źródłem patologii. Oni nas krępują, oni wywołują epidemię neurozy. A neuroza stała się tak wszechobecna, że myślimy, iż tak ma być. Myślimy, że takie jest życie i że polega ono na cier­pieniu, długim, rozciągniętym w czasie cierpieniu, bolesnej, za­mierającej egzystencji.
Jeśli popatrzymy na tak zwane nasze życie – tak właśnie ono wygląda, bo nie ma w nim ani jednego kwiatu, ani jednej pieśni w głębi serca, ani jednego promienia boskiej przyjem­ności.

I wcale nie jest dziwne, że inteligentni ludzie na całym świe­cie pytają, jaki jest sens życia. Po co mamy je kontynuować? Dla­czego jesteśmy tak tchórzliwi, że ciągle jeszcze żyjemy? Czemu nie zdobędziemy się na odwagę, aby zakończyć ten nonsens? Dlaczego nie możemy z sobą skończyć?

Nigdy przedtem na świecie nie było tylu ludzi przekonanych, że życie jest całkowicie pozbawione znaczenia. Dlaczego dzie­je się tak w naszych czasach? To nie ma żadnego związku z „na­szymi czasami”. Przez całe wieki, przez co najmniej pięć tysię­cy lat, kapłani wyrządzali te szkody. Obecnie osiągnęło to swoisty rekord. I nie my tego dokonaliśmy. Jesteśmy tu ofiarami. Ofia­rami historii. Jeśli ludzie odzyskają choć trochę świadomości, to pierwszą rzeczą, jaką zrobią, będzie spalenie wszystkich ksiąg historii. Zapomnij o przeszłości, była koszmarna. Zacznij od po­czątku, od A, B, C, tak jakby znów narodził się Adam. Zacznij tak, jak byśmy byli w rajskim ogrodzie, niewinni, nieskażeni.

Pewien człowiek poszukiwał dla siebie kościoła, do którego chciałby wstąpić. W końcu znalazł pewien maleńki kościółek, w którym wierni modlili się razem z duchownym. Mówili: „Nie zrobiliśmy rzeczy, które powinniśmy byli zrobić, a zrobiliśmy to, czego nikt nam nie nakazał robić”. Człowiek ten osunął się na ławkę, westchnął z ulgą i powiedział do siebie: „Chwała Bogu, w końcu odnalazłem swoich”.

Rób wszystko w zgodzie ze swoją naturą, postępuj zgodnie z wrodzonymi ci pragnieniami. Nie posługuj się receptami, słu­chaj swego serca; oto jedyna recepta, którą należy stosować. Tak, słuchaj uważnie, świadomie, a nigdy się nie pomylisz. Słucha­nie swego serca nie stanie się źródłem podziałów. Słuchając własnego serca, powoli zaczniesz zbliżać się we właściwym kie­runku, nie myśląc o tym, co dobre, a co złe.

Cała bowiem sztuka życia dla nowych pokoleń zawiera się w tajemnicy świadomego, uważnego słuchania własnego serca, postępowania według tych wskazówek i podążania w tę stronę, w którą cię kieruje. Tak, czasem doprowadzi cię do nieszczęścia – ale pamiętaj, że tylko dzięki nieszczęściom możesz stać się doj­rzały. Czasami sprowadzi cię na manowce – ale takie błędy są częścią dorastania. Wiele razy upadniesz. Ale podnieś się zno­wu, bo tylko tak zdobywasz siłę – przez swe upadki i wzloty. W ta­ki sposób stajesz się całością.

Nie wprowadzaj żadnych zasad pochodzących z zewnątrz

Żadne narzucone prawo nie może być słuszne, bo zostało wy­myślone po to, by tobą rządzić. Tak, zdarzali się w przeszłości oświeceni ludzie – Budda, Jezus, Kriszna, Mahomet. Ale oni nie narzucili światu zasad postępowania. Dali jedynie swoją miłość. Jednak wcześniej czy później wyznawcy sprzymierzają się i za­czynają tworzyć zasady postępowania. Kiedy zabraknie Mistrza, kiedy światło zgaśnie, a oni pozostają w ciemności, zaczynają po omacku szukać jakichś zasad. Bo nie ma już światła, które umoż­liwiało im widzenie, teraz więc będą uzależnieni od zasad. Jezus postępował tak, jak podszeptywało mu serce, a to, co robią chrześcijanie, nie jest zgodne z szeptem ich serc. Oni są naśladowcami, a przez to obrażają swoje człowieczeństwo i swo­jego Boga.

Nie naśladuj, bądź prawdziwym sobą. Nie stawaj się czyjąś kopią. Niestety, to, co widzimy dokoła na całym świecie, to ko­pie, kopie i jeszcze raz kopie. Kiedy jesteś sobą, życie wydaje się tańcem – a przecież po to żyjesz, by być sobą. Ponieważ zaś nie ma dwóch takich samych ludzi – moja droga życiowa nigdy nie stanie się twoją.

Zachwyć się duchem, wsłuchaj w ciszę swego Mistrza, ucz się jego wdzięku. Pij z jego istoty, jak tylko możesz najwięcej, ale nie naśladuj go. Chłonąc jego ducha, pijąc jego miłość, dosta­jąc jego współczucie, będziesz umiał wsłuchać się w szept swo­jego serca. I to jest szept. Serce przemawia cichym, spokojnym głosem, nie krzyczy.

Zapomnij o tym, co ci powiedziano: „To jest dobre, a to jest złe”. Życie nie jest tak sztywne. Co jest dobre dziś, może stać się złe jutro. Co złe w tej chwili, może stać się dobre w następ­nej. Życia nie można zaszufladkować, poprzyklejać naklejek: „dobre”, „złe”. To nie sklep z odczynnikami chemicznymi, gdzie każda butelka ma swoją etykietkę i wiesz, co w niej jest. Życie jest tajemnicą; jeśli w pewnej chwili coś pasuje, to znaczy, że jest dobre. W następnej chwili jednak tyle wody upłynęło w rzece Ganges, że to coś już nie pasuje, a więc jest złe.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here