Wyrwij się z nieszczęścia

0
4

Stanem naturalnym jest radość, tak samo jak stanem natu­ralnym jest zdrowie. Kiedy jesteś zdrowy, nie idziesz do dokto­ra, aby pytać: Dlaczego jestem zdrowy? Nie ma potrzeby zada­wać pytań dotyczących zdrowia. Ale kiedy jesteś chory, pytasz natychmiast: Dlaczego jestem chory? Co powoduje moje złe sa­mopoczucie?
To całkowicie słuszne, by pytać, dlaczego jest ci źle. Ale ni­kogo nie pytaj, dlaczego czujesz się wspaniale. Zostałeś wycho­wany w chorym społeczeństwie, w którym poczucie szczęścia bez powodu poczytywane jest za szaleństwo. Jeśli uśmiechasz się bez powodu, ludzie pomyślą, że brak ci piątej klepki – bo inaczej z czego byś się tak cieszył? A jeśli odpowiesz: „Nie wiem, po pro­stu czuję się szczęśliwy”, twoja odpowiedź upewni ich tylko, że coś jest z tobą nie tak.

Jeśli jednak czujesz się kiepsko, nikt nie będzie się dziwił. Ta­kie samopoczucie uznawane jest za normę; każdy tak się czu­je. Nie jest to niczym niezwykłym. Nie robisz nic dziwnego.
Podświadomie umacnia się w tobie przekonanie, że nieszczę­ście jest stanem naturalnym, a szczęście – nienaturalnym. Po­czucie szczęścia musi mieć powody. Poczucie nieszczęścia ich nie potrzebuje. To przekonanie powoli wsiąka w ciebie coraz głę­biej – do krwiobiegu, do kości, do samego szpiku – chociaż jest czymś, co obraca się przeciwko tobie. Zostałeś zmuszony do swoistej schizofrenii; zostało ci narzucone coś, co jest przeciw­ko twojej naturze. Zostałeś oderwany od samego siebie, by stać się czymś, czym nie jesteś.

Rozliczne religie mają różne strategie, ale powód ten sam. Chrześcijanie, żydzi, muzułmanie, religie zrodzone w Indiach mówią: cierpisz, bo Adam i Ewa zgrzeszyli. Pierwsza para, tysiące lat temu… i nie był to jakiś wyjątkowo wielki grzech – popełniasz go codziennie. Po prostu zjedli jabłko, mimo że Bóg im tego zabronił. Oczywiście problem nie leży w jedze­niu jabłek, ale w nieposłuszeństwie. Tysiące lat temu ktoś nie posłuchał Boga, został ukarany przez wyrzucenie z Edenu, z boskiego raju. A dlaczego my cierpimy? Bo oni byli naszy­mi praprzodkami.

W rzeczywistości jest całkowicie inaczej. To nie jest kwestia czynienia zła, lecz raczej faktu, że zostałeś wygnany z samego siebie, ze swojego stanu naturalnej radości. Bo żadna religia nie chce, byś zbyt łatwo dochodził do stanu szczęścia. Cóż bowiem stałoby się z wyznawcami? Co pozostałoby z tych wszystkich świetnych praktyk, metod ascezy?

Jeśli odrzucenie poczucia nieszczęścia byłoby tak łatwe, jak ja mówię, wtedy wszystkie fałszywe religie straciłyby swój biz­nes. To sprawa ich biznesu. Poczucie szczęścia musi być tak trudne do osiągnięcia – wręcz niemożliwe – że ludzie mogą mieć na to nadzieję jedynie w jakimś przyszłym życiu, po dłu­giej, uciążliwej podróży.
Ale ja ci mówię z własnego doświadczenia: osiągnąłem to z ogromną łatwością. Dla mnie to także nie jest pierwsze ży­cie i zapewne popełniłem więcej „złych uczynków” niż ty – bo
ja nie myślę, że to było coś złego. Docenianie piękna, doce­nianie smaku, docenianie wszystkiego, co czyni życie lepszym i bardziej kochanym – to, moim zdaniem, nie są złe rzeczy.

Chciałbym, abyś i ty stał się wrażliwy, miał większe poczucie estetyki dla tych spraw. One uczynią cię bardziej ludzkim, obda­rzą cię większą delikatnością, nauczą większej wdzięczności za to, że istniejesz.

Dla mnie nie są to rozważania teoretyczne. Po prostu zaak­ceptowałem nicość jako drzwi. Nazywam to medytacją, a jest ona przecież niczym innym, jak jednym z imion nicości. Kiedy taka nicość nadejdzie, stajesz nagle twarzą w twarz z samym sobą, a cały bagaż smutku znika. Pierwsze, co powinieneś zrobić, to po prostu wyśmiać samego siebie, to, jakim byłeś idiotą. Tego smutku nigdy nie było – to ty z jednej strony go tworzyłeś, a z drugiej usiłowałeś niszczyć; i oczywiście byłeś podzielony na dwie części jak schizofrenik.
To jest bardzo łatwe i proste. Najłatwiejszą rzeczą w życiu jest być sobą. To nie wymaga wysiłku; już nim jesteś. Tylko przypomnij sobie… wyrzuć wszystkie głupoty, którymi karmiło cię społeczeństwo. Jest to tak łatwe jak dla węża wysunięcie się ze swojej starej skóry i nie oglądanie się już w tył. Bo to jest po prostu stara skóra.

Jeśli to pojąłeś, może zdarzyć ci się nawet w tej właśnie chwili.
Bo już od tej chwili zrozumiesz, że smutek, nieszczęście nie istnieją.
Milczysz, stojąc w drzwiach nicości; jeden krok do przodu i odnajdziesz największy skarb, który czekał na ciebie przez ty­siące poprzednich wcieleń.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here